Lekcje w plenerze

Prowadzenie zajęć na dworze to nie tylko sposób na promocję fizycznej aktywności, która pozytywnie wpływa na odporność. Liczy się także to, że na świeżym powietrzu cyrkulacja powietrza jest lepsza niż w zamkniętych pomieszczeniach. Dodatkowo, w otwartej, nieumeblowanej przestrzeni nie ma tylu powierzchni, na których zbierają się wirusy i bakterie (takich jak na przykład szkolne klamki, włączniki).

Przeniesienie lekcji na zewnątrz pozwala nie zmniejszać liczebności klas. Ale pomysłem interesują się też szkoły, które „zdublowały” klasy dzieląc je na grupy 12-15 osobowe. Szkolna przestrzeń niestety nie dubluje się, więc trzeba znaleźć dodatkowe miejsce na prowadzenie zajęć.

Idea

Tak zwane „plenerowe szkoły” są najpopularniejsze w Skandynawii, ale pod wpływem pandemii kolejne kraje też zerkają w tę stronę (m.in. Włochy). W Piedmoncie (region jest na drugim miejscu we Włoszech pod względem liczby zakażonych), szkoły w czerwcu skróciły czas pracy (od 8 do 13) i cały ten czas dzieci spędzały na dworze (pomijając wizyty w łazience).

Koncepcja szkoły plenerowej wywodzi się z Norwegii. W największym skrócie polega na przeniesieniu pracy pedagogicznej poza teren szkoły.

Edukacja na świeżym powietrzu może odbywać się zarówno w naturze (parki, lasy czy inne tereny o walorach przyrodniczych), jak i w kulturze (muzea, galerie, lokalne domy kultury). Szkoła plenerowa może być też okazją do powtórzenia albo uzupełnienia zdobytej wcześniej (w klasie lub online) wiedzy teoretycznej.

Jak podpowiada duński portal edukacyjny Emu: jeśli omawiano wcześniej symbole chrześcijańskie, uczniowie mogą poszukać ich na lokalnym cmentarzu. Jeśli tematem były gatunki literackie – mogą poszukać w plenerze inspiracji do napisania własnej historii. To może być przygodówka, której akcja zaczyna się niewinnie na osiedlowym placu zabaw („w nocy zniknęły wszystkie huśtawki!”), albo wiersz oparty na spostrzeżeniach zmysłowych. A jeśli zajęcia dotyczyły pór roku – aż się prosi, żeby znaleźć ich oznaki w naturze.

Zalety i ograniczenia

Patrząc z polskiej perspektywy nie sposób nie wspomnieć o ograniczeniach wynikających z klimatu. Ale przecież zanim pogrążymy się w zimowym mroku, mamy jeszcze do wykorzystania wrzesień i październik.

Z ciekawostek: Dania,która praktykuje plenerowe szkoły niemal przez cały rok („nie ma złej pogody, jest tylko nieodpowiednie ubranie”), ma całkiem podobną do naszej średnią miesięcznych temperatur (u nas, uśredniając, jest zimniej od listopada do lutego; w pozostałych miesiącach to u nas jest cieplej albo podobnie – szczegółowe dane można sprawdzić m.in. na stronie kiedy-jechac.pl).

Jednak skandynawscy pedagodzy i metodycy podkreślają przede wszystkim zalety szkół plenerowych. Wskazują, że z jej pomocą można m.in.:

  • zróżnicować metodykę;
  • połączyć teorię z praktyką, konkretyzując w ten sposób zagadnienia ujęte w programie;
  • wzmocnić zaangażowanie uczniów (m.in. poprzez działanie w ruchu).

W czasie pandemii szkoły plenerowe są rekomendowane przez Światową Organizację Zdrowia jako jeden ze sposobów na przywrócenie szkolnych aktywności. Jak zacząć jeśli nie mamy większych doświadczeń? Najlepiej małymi krokami.

Na początek łatwiej będzie w modelu mieszanym: – Poranek spędzamy na matematyce lub naukach ścisłych. Dzieci, które zostały w domu, uczestniczą w lekcjach poprzez Zoom. Następnie wychodzimy na zewnątrz i prowadzimy zajęcia w szkolnym ogrodzie, nad pobliskim jeziorem albo jedziemy na rowerową wycieczkę do lasu – opowiada duńska nauczycielka.

W młodszych klasach rozwiązanie wydaje się łatwiejsze do wdrożenia. Plan lekcji starszych jest podzielony już według przedmiotów. I tu odsłania się drugie dno plenerowych szkół: niepozorne wyjście na dwór ciągnie za sobą zmianę w podejściu do metodyki nauczania. Zamiast osobnych przedmiotów oddzielonych od siebie dzwonkami, lekcje stają się interdyscyplinarne. Podczas wycieczki po okolicach szkoły można przepracować zagadnienia z różnych dziedzin.

Od bycia nauczanym do uczenia się

W terenie łatwiej też przejść od kultury nauczania do kultury uczenia się. W tym drugim formacie uczniowie samodzielnie i aktywnie zdobywają wiedzę, dzięki czemu mają wewnętrzną motywację do nauki. Mogą wreszcie zaspokoić swoją naturalną ciekawość. Nauczyciel nie wtłacza wiedzy, tylko „moderuje” proces odkrywania.

Więcej na temat obiecujących efektów samodzielnego, dobrze umotywowanego uczenia się pisze m.in. dr Marzena Żylińska, która w ramach ruchu „Budząca się szkoła” promuje „neurodydaktyczne” podejście do edukacji. Ostatnie lata przyniosły dużo odkryć na temat tego, jak uczy się mózg i jakie warunki są dla niego sprzyjające.

W debatach o przyszłości edukacji coraz częściej słychać głosy, że rezygnacja ze sztywnych podziałów między przedmiotami jest konieczna, jeśli szkoła ma przygotować nasze dzieci do życia w szalonym XXI wieku. Takie podejście trenuje nowe umiejętności, m.in. uczy odnajdywania powiązań między pozornie różnymi zjawiskami czy ciągów przyczynowo-skutkowych. Sprzyja rozumieniu otaczającego nas świata – w czasach chaosu: bezcenne.

Źródła:
Inspiration til udeskole
Udeskole – platforma nt. szkół na świeżym powietrzu (język duński)
Can outdoor teaching enable Italy to safely reopen schools?

Dodaj komentarz